deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 16.7 KB
more ▶

More from ~CorusTenebrae

Featured in Groups:

Details

May 19, 2012
16.7 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 8
Favourites: 5 [who?]

Views: 147 (1 today)
Downloads: 1 (0 today)

License

Creative Commons License
Some rights reserved. This work is licensed under a
Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 License.
[x]


Upadek jedności


autorstwa Corusa Tenebrae



Kompletnie nie wiedział gdzie się znajduje. I nie podobało mu się to ani trochę.
Rozglądając się to w jedną, to w drugą stronę, szukał jakiegokolwiek punktu odniesienia ze swoją komnatą, jednak wszystko co widział to ceglane ściany z zabrudzonymi oknami, parę podrapanych drzwi na których złuszczała się farba, oraz ogromny kubeł na śmieci z którego niemiłosiernie cuchnęło, drażniąc nozdrza źrebaka.
Sięgając pamięcią w przeszłość, próbował dociec jakim cudem mógł się tu znaleźć, skoro usnął w swoim miękkim łożu pośrodku pokoju, ale jedyne co dzięki temu zyskał to ból głowy i wielka, czarna dziura w pamięci. Potrząsając głową, zarżał cicho z coraz bardziej narastającym niepokojem w jego małym sercu. Nawet tak niezwykły, 3-miesięczy źrebak jak on musiał w końcu odczuć strach, dotąd obce mu zupełnie uczucie. Ocknął się z przyjemnego snu w zupełnie nieznanym mu miejscu.
Skoczywszy gwałtownie w tył gdy na ulicy rozległ się wystrzał z rury wydechowej jakiegoś samochodu, Stuart z ramieniem na sercu ukrył się za jakimiś starymi drewnianymi skrzyniami, dysząc ciężko i starając się uspokoić.
Co to był za świat? Jakimi regułami się rządził? Wyczuwał wiele dusz wokół, ale to na co natrafiał swoim umysłem dziwiło go nad wyraz. Jakim cudem…
Nagle drzwi nieopodal niego otworzyły się lekko. Spoglądając na nie żółtymi ślepiami zza skrzynek, Stuart cofnął się jeszcze bardziej w stronę ściany, wzdrygając się gdy jego zad zetknął się z zimnymi cegłami. Uginając nogi na łapach podobnych do wilczych zamiast kopyt, źrebak był gotów się bronić.
Z budynku wyszła ubrana w beżowy płaszcz kobieta o długich, kasztanowych włosach, spływających na jej ramiona otoczone śnieżnobiałym, puchowym szalem. Błękitne oczy, odrobinę zaspane i podkrążone, spoglądały ze zniechęceniem na wyjście z zaułka w którym się znajdowali. Zamykając za sobą drzwi, zatrzymała się, by wyciągnąć z kieszeni płaszcza papierosa i zapalniczkę, by po chwili zaćmić go i zaciągnąć się dymem tytoniowym. Wypuszczając go, westchnęła głośno i grzebiąc w wewnętrznej kieszeni po chwili wyciągnęła z niej klucze do mieszkanie. Dźwięk podzwaniania sprawił że uszy Stuarta poruszyły się i zaciekawiony lekko wysunął się naprzód, chcąc dostrzec co takiego robi owa dziewczyna. W końcu przecież każde dziecko ciekawi ogień… przynajmniej dopóki się nie sparzy.
Gdy chciał się cofnąć z powrotem do swojej kryjówki, uderzył zadem w jedną ze skrzynek, strącając z niej zardzewiałą puszkę która upadając na ziemię zrobiła niemały hałas, sprawiając że źrebak skoczył w przód z przerażeniem, niemalże wpadając na kobietę. Zupełnie zaskoczona obecnością zwierzaka krzyknęła cicho, upuszczając klucze i przylegając plecami do drzwi. Oboje zamarli w miejscu, obserwując się nawzajem z uwagą i strachem w oczach.
Ciszę po dłuższej chwili przerwała kobieta, przyklękając i po omacku szukając na ziemi breloku z kluczami.
- Cześć mały. – powiedziała spokojnym, choć lekko drżącym głosem. – Co taki słodki źrebak jak ty robi samotnie w środku miasta?
Gdy adresat tych słów poruszył jedynie uszami, spoglądając na nią pytająco i nie ruszając się z miejsca, westchnąwszy i roześmiawszy się cicho, w końcu natknęła się palcami na klucze.
- No tak, na co ja liczę. – mruknęła, prostując się. – Jesteś zwykłym, nieinteligentnym i bezpańskim zwierzakiem który się przypałętał do miasta i nie wie co z sobą zrobić. Dlaczego miałbyś rozumieć co…
- Wypraszam sobie. – chrząknął Stuart prostując łeb i patrząc z wyrzutem na kobietę która zamarła w bezruchu z na wpół otwartymi ustami. – Nie jestem pierwszym lepszym dzikim zwierzątkiem z puszczy. I już na pewno nie jestem mało inteligentny, zapewne w przeciwieństwie do twojej rasy. – to mówiąc skupił swoją uwagę na dziewczynie, chcąc zajrzeć w jej umysł by go zbadać. Mimo iż uważał tą zdolność swojej rasy za skrajność i brzydził go fakt używania jej, podobnie jak możliwość manipulowania tymi umysłami które udało się złamać… musiał się upewnić.
Jakże wielkie musiało być jednak zaskoczenie źrebaka, gdy napotkał w umyśle tej dziwnej istoty solidnie zbudowaną zaporę, w której nie mógł odnaleźć choćby najmniejszej szczeliny. Ale jakim cudem? Czyżby na tej planecie byli kiedyś, a może wciąż przebywali jego pobratymcy, lub im podobni?
Nie miał jednak dłuższego czasu na rozważania nad tymi pytaniami, gdyż kobieta podeszła szybko do Stuarta, klękając przy nim i ujmując obiema dłońmi jego pysk. Z jej oczu ciężko było cokolwiek wyczytać.
- Musisz teraz ze mną wejść szybko do środka. – mruknęła stanowczym tonem, nerwowo przekręcając klucze w zamku i otwierając drzwi. Gdy źrebak jednak nie ruszał się, prychnęła głośno pod nosem.
- Rusz ten swój piękny zadek do cholery, albo Ci go odstrzelą. Rozumiesz? – rzuciła gniewnie.
Ten argument był chyba dla Stuarta wystarczająco przekonywujący, gdyż zarżawszy ze strachu, dopadł błyskawicznie drzwi i wpakował się z rozpędem do środka. Kobieta wyjrzawszy na zewnątrz, rozglądnęła się uważnie po zaułku czy nikt nie widział, po czym zamknęła drzwi, przekręcając klucz w zamku od środka.
Odrzucając byle jak na wieszak swój płaszcz, ruszyła szybko do okien wylegających na ulicę, zasuwając na nich żaluzje, pogrążając wnętrze skromnie urządzonego ale schludnego mieszkania w półmroku. Obserwowana przez zupełnie zdezorientowanego źrebaka, dziewczyna w końcu opierając się o ścianę westchnęła, ocierając pot z czoła i osuwając się po ścianie usiadła na podłodze, chowając twarz w dłoniach. Zaległa cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu odgłosami miasta, wdzierającymi się brutalnie poprzez okna do wnętrza mieszkania. W końcu jednak kobieta odezwała się, podnosząc wzrok na Stuarta.
- Wybrałeś możliwie najgorszy czas żeby odwiedzić tą planetę. – powiedziała cicho. – Ci którzy Cię tu zesłali musieli być albo niespełna rozumu, albo chcieli się ciebie w łatwy sposób pozbyć. Jak w ogóle się tu znalazłeś i jak masz na imię?
- S… Stuart. – mruknął nieśmiało źrebak, zerkając na nią. – I nie mam najmniejszego pojęcia jak się tu znalazłem. – dodał, przybierając zmartwiony wyraz pyska. – Obudziłem się w tym… zaułku, zupełnie sam, a co gorsza, nie pamiętam nic poza tym że zasnąłem w swojej komnacie.
- Komnaty… - powiedziała po chwili dziewczyna, patrząc na niego z zaciekawieniem. – Pochodzisz z jednego z wyższych rodów, mam rację Stuart?
Mały skinął jej jedynie potakująco łbem. Zdziwił się, widząc na twarzy dziewczyny lekki uśmiech.
- Jestem Padme. – przedstawiła się. – Dawno już nie miałam okazji spotkać się z inteligentnym zwierzęciem… - a widząc wyraz pyska źrebaka dodała szybko, poprawiając się. - … przedstawicielem twojej rasy. Choć osobiście nie pochwalam tego jak traktujecie ludzi, oraz sobie podobnym.
Słysząc jej słowa, Stuart spuścił smętnie głowę. Jego rodacy aż nazbyt często nadużywali swoich zdolności by dostać to czego chcieli, niezależnie od ofiar jakie miały być poniesione.
- Nie każdy jest taki jak oni. – bąknął nieśmiało. – Poza tym skąd człowiek wie aż tyle o naszym istnieniu? Przecież zostało niewielu zdolnych do…
Kobieta zaśmiała się głośno, klasnąwszy w dłonie i odgarniając z czoła kasztanowe włosy, które się na nie zsunęły gdy słuchała. Na jej twarzy wciąż gościł uśmiech.
- Myślałam że domyślisz się po tym jak próbowałeś wtargnąć do mojego umysłu. Tak. – dodała, widząc zaskoczenie źrebaka. – Poczułam że chcesz mnie wybadać, więc dość szybko zbudowałam zaporę. Nie chciałabym żeby ktoś z zewnątrz dowiedział się o moich umiejętnościach. W twoim przypadku nie robi to większej różnicy, więc…
Z na wpół otwartym pyskiem Stuart obserwował jak kobieta nagle zaczyna zmieniać kształty. Jej ciało zaczęło porastać jasną, beżową sierścią, dłonie i nogi stały się bardziej masywne, zaś miejsce ludzkich uszu zajęły okrągłe, ciemnobrązowe, zupełnie jak kolor jej włosów. Twarz zaczęła przyjmować kształty szerokiego pyska wyposażonego w ostre kły, zaś powyżej jej pośladków wystrzelił ogon o tej samej barwie. Sierść na brzuchu, jej pysku oraz gardle przybrała odcień bieli podobny do szalika który miała na ramionach.
Nie minęło nawet pół minuty jak przed źrebakiem stała już sporych rozmiarów lwica, szczerząc się do niego z rozbawieniem w niebieskich ślepiach.
- I jak? – zapytała. Głos zdecydowanie należał do Padme, mimo iż był odrobinę zniekształcony. – Wyszłam już z wprawy. Minęło sporo czasu, odkąd się przemieniałam.
- I…idealnie. – powiedział cicho Stuart, czując się dość niepewnie w obecności tak dużego drapieżnika. – Ale nie zamierzasz mnie zjeść?
- Czy ja wiem? – lwica udała zamyślenie, oblizując się. – Nigdy nie jadłam koniny, ale wyglądasz smakowicie. – to powiedziawszy wysunęła pazury z poduszek łap, wykonując krok w jego stronę.
Gdy przerażony źrebak zarżał ze strachu i cofając się w róg ściany przysiadł na zadzie, chcąc się w niego wcisnąć, Padme roześmiała się, co brzmiało dość dziwnie w jej zwierzęcej formie.
- Spokojnie młody, żartowałam. – mruknęła, podchodząc do niego i klepiąc go łapą po głowie. – Od wieków już nie polowałam i pewnie dawno wyszłam z wprawy.
Nie do końca uspokojony jej słowami, Stuart wstał, pozostając bliżej miejsca w którym się znajdował.
- Kim jesteś? – to było jedyne pytanie na jakie było go stać w tej chwili.
- Obawiam się że to dość długa i skomplikowana historia. – odparła mu lwica, przekrzywiając łeb i wzdychając cicho. – Być może nawet dość podobna do twojej. Trafiłam tu bo moja rodzina mnie porzuciła, sama do końca wciąż nie wiem czemu. Nie mając nikogo kto mógłby mi pomóc, musiałam się jakoś dostoso…
Głośne uderzenia o drzwi sprawiły że oboje zerwali się na równe nogi.
- Otwierać w imieniu Organizacji Inite(1) !!! – rozległ się głośny krzyk na zewnątrz mieszkania. – Doszły nas słuchy że przechowuje pani poszukiwanego zbiega. Proszę nie utrudniać sprawy!
Padme zjeżyła się, wysuwając kły spod warg i zakląwszy cicho, cofnęła się dalej od drzwi.
- Cholerne Inite. – syknęła, przybierając z powrotem ludzką formę i skinąwszy na źrebaka, oboje przeszli do pokoju którego okna wybiegały na ulicę. Ostrożnie rozsuwając żaluzję jednego z nich palcami, rozglądnęła się. Wyglądało na to że nie obstawili całego domu. – Nie wiem do końca czego od Ciebie mogą chcieć… - to mówiąc rzuciła spojrzenie na Stuarta który wyglądał tak jakby serce mu miało zaraz wyskoczyć z piersi. -… ale nie ma czasu na pogaduszki. Musisz się stąd zmywać kochany. W starym parku znajdziesz spróchniałe od środka drzewo, gdzie będziesz mógł się schować.
Walenie w drzwi rozbrzmiało ponownie, tym razem z większą siłą.
- Otwierać do cholery! Inaczej użyjemy siły!
- Ale ja… ty… jak ja mam… - źrebak zaczął ją panicznie wypytywać o wszystko, jednak ta już zdążyła otworzyć okno.
- Trafisz tam bez problemu, uwierz mi. A teraz zmykaj, zanim dopadną nas oboje. Spotkamy się gdy wszystko przycichnie. – syknęła i nie czekając na to aż Stuart cokolwiek powie, wepchnęła jego zad na parapet.
- Jak się spotkamy? –rzucił jej pytanie młodziak, stojąc już na chodniku i z przerażeniem rozglądając się wokół. Ulica póki co była pusta.
- Odnajdę Cię. – odparła Padme, przychylając okno. – A teraz uciekaj jeśli Ci życie…
Nagle rozległ się huk, i trzask wyłamywanych drzwi. Nim kobieta całkiem zamknęła okno, syknęła jeszcze głośno „uciekaj", po czym odwróciła się do niego plecami i szybko ruszyła w głąb mieszkania.
Nim Stuart puścił się biegiem przed siebie, słyszał jeszcze podniesione głosy Padme jak i członków organizacji. Ta nazwa była mu znajoma, albo co najmniej podobna do jednej z tych które znał… A nie była ona ani trochę przyjemna zarówno w swoich celach jak i ich realizacji.
Modląc się w duchu do sobie tylko znanych bogów by lwicy nic się nie stało, ruszył pędem przed siebie, kryjąc się przed wzrokiem ciekawskich i dodając do modlitwy jeszcze jedną prośbę – o jak najszybsze odnalezienie parku.
Do rozwiązania pozostawała również jeszcze jedna zagadka.
Co on tu właściwie robi?

(1) Inite – z kreolskiego haitańskiego „jedność"
:iconcorustenebrae:
Dłuuuugo oczekiwana część trade'a dla :iconszczurzyslawa: oraz :iconsnooki3: :la:

Nie zjedźcie mnie za to że połączyłem dwa do kupy, ale po prostu dzięki temu miałem wogóle na niego pomysł, też ostatnio mam trudności z gospodarowaniem swoim czasem ^^; (za wszelkie błędy opisowe bądź w pisowni z góry przepraszam)

Stuart - by ~Szczurzyslawa
Padme - by :devsnookie3:
Art - by meh
Add a Comment:
 
:iconszczurzyslawa:
~Szczurzyslawa May 20, 2012  Student General Artist
Hah xD Słodkie połączenie trejdów xD zręcznie kochany xP Opowiadanko śliczne :clap: świetnie oddany charakter Stutka :D I hah, czyli jeśli zaoferuję ci drugą prackę napiszesz ciag dalszy >3 ? Ciepłabym tam jeszcze kogoś xD I mój malec mógłby zauważyć iż w naszym świecie jest tylko jeden księżyc. U niego są 3. Co prawda wszystkie razem pojawiają się na niebie rzadko, co ileśtam, ale no. Zaczynam zchodzić z tematu xD
Reply
:iconcorustenebrae:
~CorusTenebrae May 21, 2012  Hobbyist General Artist
Lenistwo przeze mnie przemawia, tak wiem XD dziękuję, i jestem jak najbardziej za XP ( i wcale nie napisałem tego opo, żeby usłyszeć właśnie takie słowa C< XDDD )
Reply
:iconszczurzyslawa:
~Szczurzyslawa May 21, 2012  Student General Artist
oczywiście ze niee xD
Reply
:iconsnooki3:
~Snooki3 May 19, 2012  Hobbyist Digital Artist
Jaaaaaaa :worship: To jest piękne po prostu ^^ Tylko za każdym razem, gdy akcja się rozwija, opowieść się kończy. Ale i tak mi się podoba :hug:
Reply
:iconcorustenebrae:
~CorusTenebrae May 20, 2012  Hobbyist General Artist
yayayz! :la: Cieszę się bardzo, poza tym to taka pseudo-zachęta do następnego trejda XD
Reply
:iconsnooki3:
~Snooki3 May 20, 2012  Hobbyist Digital Artist
Narysuje wszystko, byle tylko poznać ciąg dalszy :D
Reply
:iconcorustenebrae:
~CorusTenebrae May 21, 2012  Hobbyist General Artist
to może kolejny trejdzik w najbliższym czasie? :la:
Reply
:iconsnooki3:
~Snooki3 May 21, 2012  Hobbyist Digital Artist
Bardzo chętnie ^^
Reply
Add a Comment: